Dlaczego dobrze zaprojektowany dom wykorzystuje nie tylko metry kwadratowe, ale też metry sześcienne?
Kiedy oglądamy mieszkanie albo projektujemy nowe wnętrze, jedną z pierwszych informacji jest metraż. 45, 70 czy 120 m² szybko staje się punktem odniesienia dla wszystkiego, co później planujemy. Na tej podstawie oceniamy, czy zmieści się duża kuchnia, osobna pralnia, wyspa, dodatkowa szafa albo wygodna strefa do pracy.
To oczywiście ma sens. Tyle że metry kwadratowe opisują wyłącznie powierzchnię podłogi, a dom nie kończy się kilkadziesiąt centymetrów nad nią.
Mamy jeszcze ściany, wnęki, przestrzeń nad drzwiami, wysoką zabudowę i kilkadziesiąt albo nawet ponad sto centymetrów pomiędzy górną krawędzią mebli a sufitem. Część tej przestrzeni wykorzystujemy bardzo dobrze. Inną właściwie ignorujemy.
Widać to szczególnie wtedy, kiedy zaczyna brakować miejsca. Pierwszym odruchem jest zwykle znalezienie kolejnego wolnego fragmentu podłogi. Dostawiamy komodę, kosz, regał albo składany mebel. Każde takie rozwiązanie osobno może być całkiem praktyczne, ale z czasem okazuje się, że coraz więcej funkcji domu konkuruje dokładnie o tę samą powierzchnię.
Dlatego przy projektowaniu wnętrza warto czasem zadać trochę inne pytanie.
Nie tylko: ile mamy metrów kwadratowych?
Ale również: jak wykorzystujemy całą objętość pomieszczenia?
Podłoga jest najbardziej oczywistą przestrzenią. Dlatego tak łatwo ją zająć
Większość wnętrz planujemy przede wszystkim na rzucie z góry. Widzimy prostokąt pokoju, ustawiamy kanapę, stół, szafę, łóżko i sprawdzamy, ile miejsca zostanie pomiędzy nimi. W łazience dopasowujemy pralkę, umywalkę i prysznic. W pralni próbujemy znaleźć miejsce na kosze, blat i przechowywanie.
Wszystko wygląda logicznie, dopóki nie zaczyna się normalne życie.
Z czasem pojawiają się kolejne rzeczy, które trzeba gdzieś ustawić: kosz na pranie, odkurzacz, suszarka, rzeczy czekające na oddanie czy ubrania odkładane „na chwilę” na krześle. Każdy z tych przedmiotów osobno zajmuje niewiele miejsca, ale razem zaczynają wyraźnie wpływać na sposób, w jaki korzystamy z pomieszczenia.
I właśnie tutaj pojawia się różnica pomiędzy powierzchnią pomieszczenia a powierzchnią, z której rzeczywiście możemy swobodnie korzystać.
Formalnie salon nadal ma 20 m². Jeśli jednak jego środek regularnie zajmuje rozłożona suszarka, przy ścianie stoi dodatkowy kosz, a pomiędzy nimi trzeba jeszcze zostawić przejście, odczuwalna ilość przestrzeni szybko się zmniejsza.
Nie dlatego, że mieszkanie stało się mniejsze.
Po prostu większa część jego powierzchni została przypisana do konkretnych przedmiotów.
Wolna przestrzeń również pełni funkcję
Łatwo myśleć o pustym miejscu jak o czymś niewykorzystanym. Skoro przy ścianie zostało 60 centymetrów, być może zmieści się tam jeszcze jakaś szafka. Jeśli nad pralką jest wolna przestrzeń, można dodać półkę. Jeśli w rogu nic nie stoi, być może warto postawić kosz.
Tylko że nie każda pusta przestrzeń jest zmarnowana.
Czasami jej funkcją jest właśnie to, że niczego tam nie ma.
Dzięki temu można swobodnie otworzyć drzwi szafy. Wyjąć pranie z pralki. Odsunąć krzesło od stołu. Posprzątać podłogę bez przestawiania kilku rzeczy. W małej łazience stanąć wygodnie przed umywalką zamiast wciskać się pomiędzy kosz a suszarkę.
To także jeden z powodów, dla których dwa mieszkania o podobnym metrażu mogą sprawiać zupełnie inne wrażenie. W jednym funkcje są skupione i dobrze zaplanowane, więc pozostaje sporo wolnej przestrzeni komunikacyjnej. W drugim wiele rzeczy ma własne miejsce na podłodze i pomieszczenie zaczyna wydawać się znacznie ciaśniejsze.
Dobre wykorzystanie przestrzeni nie polega więc na tym, żeby wypełnić każdy wolny fragment. Często chodzi dokładnie o coś odwrotnego: tak rozmieścić funkcje, żeby jak najwięcej miejsca mogło pozostać wolne.
Wysokość wykorzystujemy już w wielu miejscach, często nawet o tym nie myśląc
W kuchni wysokie szafki nikogo już nie dziwią. W garderobie rzeczy używane sezonowo trafiają na najwyższe półki, a w małej łazience zamiast szerokiej komody często wybieramy wysoki słupek.
Robimy to z prostego powodu: nie wszystko musi znajdować się na wysokości podłogi albo blatu.
Przedmioty potrzebne codziennie przechowujemy tam, gdzie łatwo po nie sięgnąć. Te używane rzadziej mogą znaleźć się wyżej. Dzięki temu ten sam fragment podłogi może obsługiwać kilka poziomów przechowywania.
To właśnie tutaj myślenie o metrach sześciennych staje się bardziej praktyczne.
Nie chodzi o matematyczne liczenie kubatury mieszkania ani o próbę wykorzystania każdego centymetra aż po sufit. Chodzi raczej o zauważenie, że różne funkcje mogą odbywać się na różnych wysokościach.
Przechowywanie świetnie to pokazuje, ale nie jest jedynym przykładem.
Niektóre czynności wymagają wygodnego dostępu tylko przez kilka minut, a później przez kilka godzin właściwie nie wymagają już naszej uwagi.
I właśnie takie funkcje szczególnie dobrze nadają się do przeniesienia wyżej.
Nie każda funkcja potrzebuje przestrzeni na podłodze przez cały czas
Dobrym przykładem jest suszenie prania.
Do suszarki potrzebujemy wygodnego dostępu wtedy, kiedy rozwieszamy mokre rzeczy i później, kiedy chcemy je zdjąć. Pomiędzy tymi momentami ubrania po prostu schną.
Mimo to klasyczna suszarka stojąca przez cały ten czas zajmuje dokładnie tę samą przestrzeń, która była potrzebna przez kilka minut podczas rozwieszania.
Jeśli pranie wysycha w trzy godziny i robimy je sporadycznie, nie musi to być szczególnie uciążliwe.
Inaczej wygląda sytuacja, kiedy pierzemy kilka razy w tygodniu, część rzeczy schnie przez cały dzień, a suszarka stoi w łazience, sypialni albo salonie przez większość tygodnia.
Wtedy zaczynamy nie tylko suszyć ubrania, ale też rezerwować dla nich określony fragment podłogi przez wiele godzin.
To ciekawy przykład, bo pokazuje, że problemem nie zawsze jest brak metrów kwadratowych. Czasem chodzi o to, że jedna funkcja korzysta z najbardziej potrzebnej części pomieszczenia znacznie dłużej, niż rzeczywiście musi.
Wysokość może się zmieniać w zależności od tego, co akurat robimy
Niektóre rozwiązania wnętrzarskie wykorzystują jeszcze jedną możliwość: funkcja nie musi nawet pozostawać cały czas na tej samej wysokości.
Dobrze znamy to z niewielkich mieszkań. Rozkładany stół powiększamy tylko wtedy, kiedy jest potrzebny. Blat roboczy może zostać złożony po zakończeniu pracy. Łóżko chowane w zabudowie zwalnia część pomieszczenia na dzień.
Podobny sposób myślenia można zastosować do suszenia.
Najwygodniej rozwiesza się pranie mniej więcej na wysokości rąk. Nie oznacza to jednak, że przez następne kilka godzin mokre ubrania muszą pozostać dokładnie na tym poziomie.
Jeżeli konstrukcja może zostać podniesiona po rozwieszeniu rzeczy, ten sam fragment pomieszczenia zaczyna pełnić dwie funkcje na różnych wysokościach.
Pranie schnie wyżej, a pod nim nadal można normalnie korzystać z podłogi.
To właśnie jeden z najprostszych przykładów tego, czym w praktyce jest projektowanie przestrzeni w trzech wymiarach. Nie chodzi tylko o ustawienie większej liczby rzeczy pionowo, ale o takie wykorzystanie wysokości, żeby funkcje nie musiały bez przerwy konkurować ze sobą o dokładnie to samo miejsce.
Małe pomieszczenia szczególnie szybko pokazują, czy wykorzystujemy przestrzeń dobrze
W dużym salonie dodatkowy kosz albo składana suszarka mogą przez jakiś czas nikomu szczególnie nie przeszkadzać.
W małej łazience kilka dodatkowych przedmiotów zmienia sposób korzystania z całego wnętrza znacznie szybciej.
Trzeba otworzyć drzwi pralki. Stanąć przed umywalką. Sięgnąć do szafki. Wyjąć ręcznik. Posprzątać podłogę. Jeżeli w tym samym czasie na środku stoi suszarka, część tych czynności zaczyna wymagać jej przesuwania albo omijania.
Dlatego właśnie w małych łazienkach tak często wykorzystujemy pionową zabudowę.
Pralka trafia pod blat. Nad nią powstają półki albo szafka. Ręczniki znajdują się w wysokim słupku. Detergenty chowamy wyżej. Staramy się zostawić możliwie dużo wolnej podłogi, bo każdy jej fragment jest potrzebny do codziennego korzystania z pomieszczenia.
A później przychodzi dzień prania i dokładnie na tę wolną powierzchnię rozstawiamy suszarkę.
Nie oznacza to, że klasyczna suszarka na pranie jest złym rozwiązaniem. Dla wielu osób będzie najprostsza i zupełnie wystarczająca.
Warto jednak zauważyć pewną niespójność: bardzo starannie projektujemy wykorzystanie przestrzeni podczas remontu, a jedna z regularnie wykonywanych czynności często zostaje poza tym planem.
Strefę prania warto projektować jako cały proces
Kiedy planujemy miejsce na pralkę, łatwo skupić się przede wszystkim na samym urządzeniu.
Czy zmieści się we wnęce? Czy drzwi będą się swobodnie otwierać? Czy obok można zrobić kosz na brudne ubrania? Czy nad pralką da się zamontować szafkę?
Tymczasem pranie nie kończy się w momencie wyjęcia rzeczy z bębna.
Później trzeba je wysuszyć, zdjąć, czasami poskładać albo przygotować do prasowania. Jeśli każda z tych czynności odbywa się w innym miejscu, pranie zaczyna przemieszczać się po całym domu.
Kosz stoi w łazience. Mokre rzeczy przenosimy do salonu. Suchą pościel odkładamy na łóżko. Po wysuszeniu prania składana suszarka wraca za szafę albo za drzwi.
Dlatego wygodna pralnia albo strefa prania nie musi być szczególnie duża. Znacznie ważniejsze jest to, czy kolejne etapy mogą odbywać się blisko siebie i czy każdy z nich ma wcześniej przewidziane miejsce.
Tutaj wykorzystanie wysokości daje szczególnie dużo możliwości.
Pralka potrzebuje podłogi. Nad nią może znajdować się blat albo przechowywanie. Wyżej pozostaje przestrzeń, której często nie używamy do niczego.
Jeżeli suszenie przeniesiemy właśnie tam, kilka funkcji może działać w jednej strefie bez zajmowania kolejnych metrów kwadratowych.
Sufit nie musi być tylko miejscem na lampę
W wielu wnętrzach sufit właściwie nie uczestniczy w organizacji przestrzeni. Prowadzimy w nim instalacje, montujemy oświetlenie i na tym jego funkcja się kończy.
Nie chodzi oczywiście o to, żeby każdą wolną powierzchnię pod sufitem wykorzystać za wszelką cenę. Są jednak pomieszczenia, takie jak pralnia, łazienka czy pomieszczenie gospodarcze, w których ta przestrzeń może przejąć konkretną funkcję bez ograniczania swobody korzystania z wnętrza.
Wtedy nie musimy wybierać pomiędzy miejscem na suszenie a wolną podłogą. Możemy wykorzystać oba poziomy.
Dobre wykorzystanie wysokości nie jest rozwiązaniem wyłącznie do małych mieszkań
Łatwo założyć, że wszystkie systemy wykorzystujące ściany i sufit powstają przede wszystkim po to, żeby „wycisnąć” więcej miejsca z niewielkiego wnętrza.
Czasem rzeczywiście tak jest.
Ale duży dom również może być źle zorganizowany.
Możemy mieć osobną pralnię o powierzchni 10 m² i nadal regularnie omijać suszarkę stojącą na środku podłogi. Możemy mieć dużą łazienkę i nadal nie chcieć, żeby przez większość dnia stała w niej konstrukcja z mokrym praniem.
Wygoda nie polega przecież wyłącznie na tym, że mamy wystarczająco dużo miejsca, żeby coś gdzieś postawić.
Czasami wygodniejszym rozwiązaniem jest takie, przy którym w ogóle nie trzeba tego miejsca zajmować.
Dlatego myślenie o metrach sześciennych ma sens nie tylko w kawalerce.
Ma sens wszędzie tam, gdzie zależy nam na tym, żeby dom był łatwiejszy w codziennym użytkowaniu.
Pranie może mieć swoje miejsce bez zajmowania podłogi
Właśnie z takiego sposobu myślenia powstała automatyczna suszarka na pranie ZOOMBA.
Nie chodziło nam wyłącznie o stworzenie konstrukcji, na której zmieści się odpowiednia ilość ubrań. Znacznie ważniejsze było pytanie, czy suszenie musi przez kilka albo kilkanaście godzin zajmować najbardziej użyteczną część pomieszczenia.
Dlatego ZOOMBA może zostać zamontowana do sufitu albo do ściany.
Kiedy trzeba rozwiesić pranie, ruszt opuszczamy pilotem do wygodnej wysokości. Po zawieszeniu rzeczy podnosimy go z powrotem. Nie trzeba więc ręcznie sięgać wysoko ani rozwieszać ubrań bezpośrednio pod sufitem.
Zmienia się tylko miejsce, w którym pranie pozostaje podczas schnięcia.
Zamiast zajmować podłogę, wykorzystuje przestrzeń znajdującą się wyżej.
Pod spodem nadal można przejść, korzystać z łazienki, otworzyć szafkę albo po prostu zostawić pomieszczenie wolne od kolejnego przedmiotu stojącego na podłodze.
I właśnie tutaj różnica pomiędzy metrami kwadratowymi a sześciennymi staje się bardzo konkretna.
Nie zwiększamy w ten sposób powierzchni pomieszczenia. Po prostu zaczynamy korzystać również z jego wysokości.
Jedna suszarka, różne przestrzenie
Nie każde pomieszczenie ma taki sam układ, dlatego sama zasada wykorzystania wysokości nie wystarczy. Rozwiązanie musi jeszcze pasować do konkretnego miejsca.
ZOOMBA występuje w trzech podstawowych rozmiarach. Model 107 ma wymiary 107 × 51 cm i 7 drążków. Model 130 ma 130 × 72 cm i 10 drążków, a 160 – 160 × 72 cm i również 10 drążków. Wszystkie modele mają udźwig do 20 kg.
Jeżeli standardowy wymiar nie pasuje do konkretnej wnęki, łazienki albo pralni, wykonujemy również ZOOMBĘ personalizowaną.
Ma to znaczenie szczególnie wtedy, kiedy suszarka nie jest przypadkowym dodatkiem ustawionym po zakończeniu remontu, ale od początku staje się częścią projektu wnętrza.
Wtedy można wcześniej zdecydować, gdzie ma znajdować się strefa suszenia, jak będzie wyglądał dostęp do pralki, ile miejsca pozostanie pod suszarką oraz czy lepszy będzie montaż sufitowy czy ścienny.
Dobrze wykorzystana przestrzeń nie polega bowiem na dopasowywaniu domu do urządzeń. To urządzenia powinny zostać dopasowane do sposobu, w jaki chcemy korzystać z domu.
Dom nie kończy się na powierzchni podłogi
Metraż oczywiście ma znaczenie. Małego mieszkania nie zamienimy dobrym projektem w dwukrotnie większe, a dodatkowa półka nie zastąpi brakującego pokoju.
Ale sama liczba metrów kwadratowych nie mówi jeszcze, jak wygodnie będzie się z danej przestrzeni korzystać.
Znaczenie ma również to, ile podłogi pozostaje wolne, jak wykorzystujemy ściany i wysokość pomieszczenia oraz czy funkcje, z których korzystamy regularnie, zostały przewidziane już na etapie planowania wnętrza.
Dlatego czasem zamiast szukać kolejnego wolnego kawałka podłogi, warto po prostu spojrzeć wyżej.
Bo dobrze wykorzystana przestrzeń nie zawsze oznacza więcej metrów. Czasem oznacza lepsze wykorzystanie tych, które już mamy.




